Przystanek dziewiętnasty - Chicago

 

 

Niby szybki jak chart, a spóźnialski jak PKP i przyprawiający o ból głowy milionów Amerykanów autobus linii Greyhound zawiózł mnie prosto do Chicago - ostatniego celu mojej podróży po USA. Już w St Louis kupiłam bilet lotniczy do Polski. Po ponad roku miałam wrócić do ziemi ojczystej. 

Read More 0 Comments

Przystanek osiemnasty - St Louis

 

Kiedy mówiłam o swoim planie podróży wszystkim, którzy chcieli słuchać, reakcje były różne. Często słyszałam irytujące porady, że nie powinnam gdzieś jechać, albo że pominęłam inne - według nich - wspanialsze miejsca. Co do jednego wszyscy jednak byli zgodni - St Louis jest warte zobaczenia. 

Read More 0 Comments

Przystanek siedemnasty - Kansas City

 

 

Krajobraz z Denver do Kansas City w Missouri miał być nudny i płaski. Taki też w istocie był. Dzięki jednak moim współtowarzyszom podróży - hipisowskiej parze poznanej na ostatnią chwilę w Boulder - podróż obfitowała w wiele wrażeń.

Read More 0 Comments

Przystanek szesnasty - Denver

 

W Laramie, gdzie nocowałam u rosyjskich imprezowiczów, rozpętała się śnieżyca. Siedziałam w domu i czekałam na odjazd autobusu. Vitalij stwierdził, że powinnam sprawdzić czy autobus do Denver nie jest opóźniony i czy autostrada nie jest zamknięta. Sprawdziłam na stronie przewoźnika: opóźnienie autobusu: dwugodzinne.

Read More 8 Comments

Przystanek piętnasty - Laramie

 

 

Niektórzy twierdzą, że ludzka myśl jest twórcza i człowieka spotyka to, o czym myśli. Przez pewien czas myślałam, że szczęście mnie opuściło i powinnam wracać do Polski, bo już nic dobrego mnie nie spotka. I faktycznie przez kilka dni miałam niezłego pecha.

Read More 0 Comments

Przystanek czternasty - Park City

 

 

 

Park City był podczas mojej podróży najdziwniejszą, do tego chyba zupełnie bezsensowną przygodą. Ale pokolei.

Read More 0 Comments

Przystanek trzynasty - Salt Lake City

 

 

Kolejnym miejscem docelowym miało być St. George - miasto położone u stóp Czerwonych Gór. Ze względu na to, że już przejeżdżałam przez St. George z Siavashem - moim hostem z Las Vegas - zdecydowałam, że pominę ten cel i pojadę prosto do Salt Lake City...tirem.

Read More 0 Comments

Przystanek dwunasty - Park Zion

 

 

Według planu jechaliśmy z Siavashem - moim hostelm z Las Vegas - do Bryce Canyon - parku narodowego znajdującego się w stanie Utah. Z Wielkiego Kanionu mieliśmy jechać niecałe pięć godzin. Obawiałam się, że za wiele nie zobaczymy.

Read More 8 Comments

Przystanek jedenasty - Wielki Kanion

 

Prosto po zwiedzaniu Las Vegas pojechaliśmy wypożyczyć samochód. Pojazd Siavasha był stary i brzydki, więc ten stwierdził, że chce pożyczyć duży i ładny. Nie przeszkadzał mi grzmot, ale co będę kłóciła się z kierowcą. Po kilku godzinach czekania w kolejce zaczęłam podważać słuszność swojej biernej postawy łagodnej owieczki.

Read More 0 Comments

Przystanek dziesiąty - Las Vegas

 

 

Pożegnanie z moimi gejowskimi kumplami było trudne i smutne. Po raz pierwszy podczas tej podróży miałam złamane serce. Trzeba było jednak jechać dalej - do Las Vegas, stacji wypadowej do kolejnych parków narodowych.

Read More 1 Comments

Przystanek dziewiąty - Los Angeles

 

Po dwunastu godzinach jazdy z Monterey w końcu zajechaliśmy do domu Britney - kuzynki Chada i zarazem jego zupełnego przeciwieństwa. Cicha i spokojna Britney, która mówiła baardzo powoli, została zaciągnięta do pubu karaoke. Sama też dałam się namówić, mimo, że miałam ochotę zemdleć na łóżko. 

Read More 1 Comments

Przystanek ósmy - Monterey

 

 

Nastąpił moment kontynuacji dalszej podróży na południe. Chris z Bellingham przejęty moją podróżą, stwierdził, że koniecznie muszę odwiedzić jego kumpla Chada. Chad mieszka w Monterey, California, czyli jakieś dwie godziny na południe od San Francisco. Niewiele myśląc wsiadłam do pociągu i pojechałam.

Read More 0 Comments

Przystanek siódmy - Yosemite Park

 

 

Wyprawa w osiem osób wymaga nie lada przygotowania i zmysłu organizacyjnego. Tukai starał się wszystko załatwić, rozplanować i poukładać w tabelkach. Byłam wolna od planowania własnej podróży. Trochę odpoczynku też mi się należy.

Read More 0 Comments

Przystanek szósty - Stanford

 

 

W piątek wieczorem wraz z siedmioma innymi osobami miałam jechać do parku narodowego. Poranek chciałam przeznaczyć na małą wycieczkę gdzieś poza San Francisco. Padło na Stanford - miasteczko uniwersyteckie w hrabstwie Santa Clara, do którego mogłam udać się metrem linią Bart oraz dalej autobusem. 

Read More 0 Comments

Przystanek piąty - San Francisco

 

 

San Francisco - miasto hipisów, złotej bramy i ogromnego Chinatown. Ósme w Stanach Zjednoczonych pod względem gęstości zaludnienia i drugie na mojej osobistej liście najpiękniejszych miast Ameryki.

Read More 2 Comments

Przystanek czwarty - Sacramento

 

Z żalem opuściłam Bend, jednak myśl o Kalifornii była zbyt pociągająca, żebym mogła jej oprzeć się. To miała być długa noc w pociągu. Wygodnie rozłożyłam się na szerokim fotelu, przykryłam śpiworem i próbowałam zasnąć nie mordując przy tym marudzące za mną dziecko. Jechałam do stolicy Kalifornii – Sacramento.

Read More 0 Comments

Przystanek trzeci - Bend

 

Piąta rano pobudka by zdążyć na pociąg do Salem. W pierwotnym zamyśle to właśnie Salem w stanie Oregon miało być kolejnym przystankiem mojej podróży. Ludzie na Couchsurfingu pukali się w głowę – mimo, że Salem jest stolicą stanu, niczego ciekawego tam ponoć nie ma. Czarownic też nie. Palone stosy miały miejsce po drugiej stronie Ameryki.

Read More 0 Comments

Przystanek drugi - Portland, Oregon

 

 

Można powiedzieć, że Bellingham to była zaledwie rozgrzewka. Żadnych zaskakujących zwrotów w akcji (poza lekką paniką przy wyjeździe), za to dużo pizzy, popcornu i piwa. Kolejny przystanek – Portland w stanie Oregon był już większym wyzwaniem.

Read More 0 Comments

Moja wielka podróż po Stanach - Bellingham

 

Moja roczna przygoda dobiegła właśnie końca. Opuściłam Kanadę i zaczęłam swój wielki trip po Stanach. Pierwsze dwa dni spędziłam w Bellingham, WA – miejscu, który może nie ma wiele do zaoferowania, ale jest świetne do tego, żeby się zorganizować. “Organizacja” w moim przypadku to chyba jednak za duże słowo.

 

 

Read More 3 Comments

Seattle - część trzecia - zwyciężyłam!

 

 

 

Po kilku godzinach zwiedzania Seattle, utwierdziłam się w przekonaniu, że kocham amerykańskie miasta. 

 

Read More

Seattle - część druga - zobaczyłam!

 

 

Dnia następnego, po przyjeździe do Seattle, wstałam skoro świt o ósmej i wyszłam na zwiedzanie. No dobra, najpierw do kawiarnii, uwielbiam spacerować z kawą w ręku. 

 

Read More 0 Comments

Trzy dni w Seattle. Część pierwsza - przybyłam!

 

 

Bilet kupiony i host znaleziony już miesiąc temu. Urodziny miałam spędzić w Seattle, WA - mieście Christiana Greya, bezsenności i innowacyjnych technologii. Dużym plusem była odległość - zaledwie ponad cztery godziny jazdy z Whistler. Autobusem osiem.

 

Read More 4 Comments