Szok kulturowy w Australii

 

 

 

 

 

 

 

Australia to wielki kraj - powiedziała któregoś dnia moja już ex współpracownica z Quairading. Wielkość Australii to niejedyny jednak szokujący fakt dotyczący krainy kangurów. Po blisko pięciu miesiącach dalej coś mi tu nie pasuje.

Niby człowiek taki otwarty na nowości, zmiany kulturowe i klimatyczne, a do tego obieżyświat. Tak przynajmniej o sobie myślałam dopóki nie wylądowałam w Australii. Może moje zasoby przyswajalności osobliwości tego świata zostały wyczerpane i pozostało już mi tylko wrócić do Polski. 

 

Bez paniki. Żartowałam. W poniższym wpisie zebrałam garść swoich spostrzeżeń dotyczących Australii. Praca na farmie ma jednak swoją specyfikę i mam wrażenie, że moje przemyślenia mogą zupełnie różnić się od tych, którzy zwiedzili tylko Sydney i Melbourne i nigdy nie pracowali w polu...

Moim chyba pierwszym szokiem kulturowym w Australii był brak empatii miejscowych wobec imigrantów. Myślałam, że skoro jest tu pełno cudzoziemców, to Australijczycy są przyzwyczajeni do tego, że nie wszystko potrafimy w lot zrozumieć. Gdzie tam. Strzelają do Ciebie jak z karabinu i poirytowani powtarzają to samo z prędkością światła, jeśli zapytasz zawstydzona: he? Poza tym nikt się z imigrantem nie cacka. Coś nie tak - won za burtę. Niestety sama - jako już supervisor - zrobiłam to samo pewnej parze Francuzów, która mimo upomnień, nie zebrała dokładnie wszystkich pomarańczy z drzewa. Zapytałam Barrego - szefa całego burdelu - czy mogę ich wysłać do domu, bo szkoda mojego czasu. Backpackerzy oczywiście nie byli zachwyceni i zapytali, czemu ich zwolniłam. Po wyjaśnieniu dalej nie mogli pojąć, jak śmiałam??!! Wtedy przypomniałam sobie swoje trudne początki w krainie kangurów, które okazały się kubłem zimnej wody. Każdy myśli, że jest wyjątkowy i nie do zastąpienia. Że praca na farmie jest tak ciężka, że nikt nie chce tu pracować, więc farmerzy będą się dwoić i troić, żeby utrzymać pracowników. Niestety. W okolicy jest mnóstwo hosteli pracowniczych pełnych zdesperowanych backpackerów, więc z każdym rozstajemy się bez sentymentów. 

 

Na ocieplenie wizerunku Australii dodam, że dużo łatwiej jest dostać normalną pracę w Sydney i Melbourne. Tak przynajmniej słyszałam.

Rozwinę trochę bardziej temat pracy na pomarańczowym polu - miejscu, gdzie przestało mnie już chyba cokolwiek dziwić. Pracowałam z backpackerami, którzy liczyli na przedłużenie wizy, więc musieli wypracować dokładnie 88 dni na farmie w Australii. Niektórzy rzeczywiście tyrali te trzy-cztery miesiące w polu, większość jednak poddawała się po kilku dniach (a i często godzinach) pracy. Potem okazało się, że byli bezrobotni kilka miesięcy. Jeden Brytyjczyk stwierdził przytomnie, że lepiej już zarobić te 100 dolarów dziennie niż nic. Po tygodniu jednak sam poddał się. 

 

Barry każdego kandydata z powagą informuje, że zbieranie pomarańczy to ciężka praca. Co ciekawe, cały czas jednak mamy chętnych pracowników, w tym Australijczyków, ze względu na spore bezrobocie. O pracę w Australii nie jest łatwo, zwłaszcza dla imigrantów. Kiedy szukałam pracy zawyczaj widziałam adnotację - przyjmujemy tylko Australijczyków, lub ewentualnie Nowozelandczyków. Pracodawcy często to wykorzystują, zwłaszcza na odludziu, lub miejscu popularnym wśród backpackerów. Ciemną stroną Australii - o czym już wspominałam - jest przyjmowanie do pracy samotnych dziewczyn, po to, żeby "zabawić się". Samej zdarzyło mi się uczestniczyć w rozmowie kwalifikacyjnej, podczas której pracodawca zapytał wprost czy mam chłopaka/ męża. Poznałam też kilka poszkodowanych dziewczyn, które albo nie dostały wypłaty, miały przykre incydenty z farmerami, albo oba naraz.

A'propos samych Australijczyków. Podobnie jak Kanadyjczycy czy Amerykanie - żyją z dala od problemów Europy. Nie wszyscy są ich zresztą świadomi, ale przyznaję - dotyczy to głównie rzeszy niewykształconych i nieinteresujących się sprawami wielkiego świata Australijczyków, którzy często okazują się...rasistami. Podzielają ogólnoświatową nienawiść do uchodźców i muzłumanów. Znana jest ich także ostra polityka wobec nielegalnych imigrantów. 

 

Ponadto zauważyłam ogromny, chyba nawet większy od USA, problem otyłości, w tym monstrualnej. Grubasów jest naprawdę wszędzie pełno i nawet manekiny na wystawach sklepowych są nieco bardziej korpulentne. Możliwe, że jest to spowodowane tym, że każdy, absolutnie każdy, ma samochód, a zazwyczaj nawet kilka. Wynagrodzenie w Australii jest bardzo wysokie i każdego spokojnie stać na wszelkie dobra tego świata. Przykładowo dom można kupić już po kilku latach oszczędzania. Sama samochód kupiłam po niecałym miesiącu pracy.

Słów kilka na temat klimatu, fauny i flory, zwłaszcza osławionych morderczych zwierząt. Każdy Australijczyk i turysta powtarza jak mantrę: wszystkie historie na temat egzotycznych mieszkańców Australii są prawdziwe. Ogromne pająki, węże, niebezpieczne jaszczurki, mordercze kangury...nawet koala nie wolno ufać, bo ponoć te urocze stworzonka potrafią skutecznie drapać i gryźć. Do tego dochodzą nieznośne upały siegające nawet ponad 40 stopni celsjusza. Pogoda zresztą - wiadomo - jest na opak. Zimą mamy lato, latem zimę. 

 

Na pocieszenie dodam, że nawet Australijczycy boją się pająków i nieraz słyszałam żart z brodą, że jeśli znajdziesz dużego pająka w domu - najlepiej spal tę budę i uciekaj w kosmos. Okazuje się, że owszem - Australia jest domem dla wszystkich plugawych stworzeń tego świata, ale całe szczęście nie ogląda się ich codziennie. No chyba, że pracujesz w ZOO.

 

Papugi z kolei są liczne jak gołębie w Polsce i często traktowane jak szkodniki. To samo dotyczy kangurów, których widuję tu niemal codziennie. Pracując z cowbojem w Zachodniej Australii, uczestniczyłam w polowaniu na nie, co muszę przyznać - wywarło na mnie niemałe wrażenie. Cowboy jadąc zdezelowanym pick-upem nagle zatrzymywał się, wystawiał szybko lufę z okna i strzelał. Potem przynosił martwego kangura, odcinał mu ogon i łapy, a następnie wieszał na hak przyczepiony do paki. Cowboy poza tym odstrzeliwał strusie emu, które - według niego - są również szkodnikami, które niszczą ogrodzenie. 

 

Przyznaję, unicestwiłam jednego kangura, rozjeżdżając skulonego malucha na autostradzie. Takich trupów widuje się tu równie często jak sarny w Polsce. Trupy na drodze to jednak nie tylko kangury. Raz rozjechałam dużą jaszczurkę. Barry opowiedział mi też o legendarnym już chyba trupie ogromnego węża w Renmark. Węża na szczęście tutaj nie widziałam, chociaż słyszałam, że bywają na pomarańczowym polu.

Życie, jak zwykle, bywa pełne niespodzianek. Po ciężkich (w porównaniu z Kanadą) początkach pracy w Australii - kraj ten nie przypadł mi za specjalnie do gustu. Podobnie jak USA, Australię uważam za wspaniałe miejsce turystyczne, jednak niemal od początku twierdziłam, że nie chciałabym tu zamieszkać. Co przyniesie przyszłość? Zobaczymy... 

Zobacz także

    Jak zostać debilem i nie             Australio! Nadchodzę!               Bezdomność w Perth

                zwariować

                     20 sierpnia 2016                                                      8 sierpnia 2016                                              13 sierpnia 2016

Write a comment

Comments: 12
  • #1

    Jolanta (Tuesday, 27 December 2016 16:19)

    Właśnie jestem po lekturze książki obyczajowej "Świąteczna Kafejka" gdzie bohaterka postanawia ze swoją wnuczką okres świąteczny spędzić w Szkocji, a nie w Australii. Cudowna powieść :) Polecam :)

  • #2

    Ama Nda (Tuesday, 27 December 2016 16:43)

    mega !

  • #3

    Pamar Travel (Thursday, 29 December 2016 04:10)

    Czytając moje oczy otwierały się coraz szerzej ze zdumienia. Przede wszystkim spodziewałam się zbieranie pomarańczy w Australii przez kilka miesięcy może być fajną przygodą. nie przeraziła mnie trud zbierania, ale możliwość bycia wykorzystanym czy poniżanym. Wiedziałam o polityce Australii wobec muzulmanów, ale nie przypuszczałam że wiąże się to z powszechnym rasizmem. Jestem w szoku. Bardzo ciekawy artykuł. Czytałam z otwartą buzią!

  • #4

    Bookendorfina Izabela Pycio (Thursday, 29 December 2016 06:27)

    Cieszę się, że mogłam poczytać także o tych ciemniejszych australijskich stronach, zanim tam człowiek wyruszy, powinien dysponować także taką wiedzą, wiadomo czego się spodziewać i jakie mieć oczekiwania.

  • #5

    zaba (Friday, 13 January 2017 06:39)

    i gdzie ten szok?

  • #6

    MP (Sunday, 15 January 2017 05:17)

    Wróciłem właśnie z miesięcznego pobytu w Sydney i mam trochę podobne spostrzeżenia. Kraj piękny, ale ludzie raczej średnio. W porównaniu z Wielką Brytanią czy Irlandią, gdzie obca osoba mijana na ulicy mówi ci "dzień dobry" ludzie tam są raczej niezbyt uprzejmi. Sąsiadka z wynajmowanego przez nas mieszkania na moje "hello" odwróciła się tyłem a sąsiad już drugiego dnia pytał, kiedy wyjeżdżamy. W sklepie jak cię ktoś zawadzi koszykiem, to tylko coś burknie, w Anglii nawet jak cię minie o pół metra to dwa razy się uśmiechnie i trzy razy powie "sorry". Przed przejściem dla pieszych nikt się nie zatrzyma, w Irlandii ludzie stawali nawet jak do przejścia miałem jeszcze 10 metrów. Może to wpływ Azjatów, których to sporo i którzy z uprzejmości nie słyną. Pod tym względem jest trochę jak w Polsce a nawet nieco gorzej. Ale, żeby nie zostać źle zrozumianym - nie jest aż tak źle, żeby to do przeszkadzało, może miałem za dobre doświadczenia z krajami anglosaskimi i myślałem, że tak pięknie jest wszędzie.

  • #7

    lindemann (Sunday, 15 January 2017 05:24)

    Co to u licha jest backpacker? Samo słowo zapewne pochodzi od ang. backpack, czyli plecak, co po polsku oznaczałoby plecakowcy. Ale co to jest? Przydałby się jakiś słowniczek lub krótki wyjaśnienie... Z kontekstu by wynikało, że są to ludzie, którzy podróżują i pracują?

  • #8

    Less (Sunday, 15 January 2017 08:52)

    Dzięki za fajny tekst. Proszę przestać z tym rasizmem. Rasizm jest naturalny dla każdego żywego stworzenia i jest preferencją dla towarzystwa podobnych sobie. Nie jest niczym złym, a tylko zachodnie elity takim go uczyniły w cely "ubrązowienia" społeczeństw.

  • #9

    Ruda (Monday, 16 January 2017 02:12)

    Podróże kształcą i generalnie potrafią zmienić nasze spojrzenie na dany kraj czy region. Australia jest pociągająca i atrakcyjna dla wielu osób, aczkolwiek nie każdy ma świadomość, że nie do końca jest to kraina mlekiem i miodem płynąca. Pytanie, czy gdziekolwiek taka kraina istnieje?

  • #10

    Bookendorfina Izabela Pycio (Monday, 16 January 2017 03:12)

    Każda podróż mocno nas kształtuje, ciekawość prowadzi w różne krańce świata, mam wrażenie, że właśnie w poszukiwaniu tych odmienności. :)

  • #11

    ania (Monday, 16 January 2017 05:22)

    moja kumpela, z którą mieszkałam w jednym hotelu pracowniczym w Amsterdamie opowiadała mi o Australii. I faktycznie dużo tego co piszesz o nich się pokrywa ;) Jednak polecała bardzo wyjechać do pracy mimo niedogodności, bo dobrze się tam zarabia :)

  • #12

    Natalia (Monday, 16 January 2017 14:52)

    Hmmm, nie mogę za bardzo doszukać się tego szoku...? Niefajne wrażenia - owszem, ale co faktycznie Cię zszokowało?